Podstępna Egzotyka!

Autor: moonikaa_t

Oboje z Jakubem lubimy eksperymenty kulinarne. Próbujemy nowych rzeczy, przerabiamy dotychczasowe przepisy, szukamy nowych inspiracji. Ostatnio będąc na zakupach w hipermarkecie, znaleźliśmy nieznane sobie do tej pory owoce - figi kaktusowe, które wzbudziły w nas na tyle duże zainteresowanie, że postanowiliśmy spróbować. Owoce wywołały sensację przy kasie, trzy Panie Kasjerki głowiły się nad tym, jak to-to nabić na kasę... Było zabawnie :)

Po powrocie ze sklepu do domu zaczęłam znajdować na dłoniach, głównie na palcach, mini-igiełki. Na tyle mini, że potrzeba było pomocy Doktora Jakuba, który na nos założył okulary, do ręki wziął pęsetę, a moje dłonie podstawił pod najjaśniejszą w domu lampę, żeby te cholerstwa powyciągać ;) Byłam przekonana, że igiełki pochodzą z materiałowej siatki, którą zabrałam tego dnia na zakupy - chociaż nie bardzo mogłam sobie przypomnieć, co takiego kolczastego w niej przenosiłam... Drugim podejrzanym była jutowa serweta, dopiero co zakupiona. No, w każdym razie - igiełki Kuba wyciągnął, siatkę wyprałam dla pewności, a serwetę na wszelki wypadek omijałam nawet wzrokiem przez kilka dni :)

Minął jakiś czas, nadszedł weekend - Jakub wyjeżdżał, więc postanowiłam, że najwyższa pora, żeby zjeść owoce tajemniczej figi kaktusowej, czyli jak się okazało opuncji figowej, której owoc stosowany jest jako dodatek smakowy np. do herbaty zielonej. Umyłam je, rozkroiłam, żeby sprawdzić środek, zrobić zdjęcie. Fotka strzelona, myję ręce, wycieram w ściereczkę - TO BOLI!! Okazało się, że to te nieszczęsne figi mnie atakowały :( Duże ciernie odpadają z owoców w czasie transportu, ale w skórce pozostają malutkie skubańce, które podstępnie wczepiają się w skórę dłoni, bolą, a do tego są niemal nie do zobaczenia - przydaje się lupa, super-jasne światło i druga para rąk :)

Byłoby mi mniej przykro, gdyby smak zrekompensował cierpienie... ale niestety, owoce nie smakowały kompletnie niczym - ani nie były słodkie, ani kwaśne. Konsystencja miąższu trochę jak melon, ale naszpikowany twardymi, upierdliwymi pestkami. Kuba spędził kolejne pół godziny, wyjmując ciernie z moich dłoni, a potem stwierdził, że kiedy następnym razem zapragniemy egzotyki... to się porządnie zastanowimy :) A co do opuncji... od tej pory tylko w zielonej herbacie, w tej formie najbezpieczniejsza i dla nas najsmaczniejsza :))

M.

Jeśli spodobał Wam się przepis i postanowiliście go wypróbować, wrzucając zdjęcia swoich potraw do mediów społecznościowych, nie zapomnijcie ich oznaczyć - @Moje Rzeczy Osobiste na Facebooku i @moonikaa_t na Instagramie ;)

9/17/2017 / 672 dni temu